Zapraszamy na

nabożeństwa

świąteczne!
*
WIGILIA godz. 10:15
*
I św. Bożego Narodzenia
godz. 10:15
*
II św. Bożego Narodzenia
godz. 8:15

Informacje Parafialne

- W pierwszą niedzielę miesiąca Nabożeństwo spowiednio-komunijne o godzinie 8:15

- W pozostałe niedziele i święta Nabożeństwa o godzinie 10:15

- Podczas nabożeństwa   odbywają się zajęcia szkółki niedzielnej dla dzieci w sali parafialnej

- Spotkania Koła Pań w 1 sobotę miesiąca

- Godzina Biblijna w każdy wtorek o godz. 18:00

- Spotkania młodzieży w każdą sobotę o godzinie 17:00

- Lekcje religii odbywają się według ustalonego planu

---------------------------------------------

- Nr konta Parafii: Bank Spółdzielczy Wodzisław Śl.

Kod SWIFT: POLUPLPR

79 8468 0000 0010

0000 0680 0001

 

500 lat REFORMACJI

Kontrreformacja w legendach Drukuj Email

Czasy kontrreformacji są na ziemi wodzisławskiej okresem mało poznanym.

Panująca narracja sugeruje, że w naszym regionie Reformacja pojawiła się dość szybko, ale nie zapuściła zbyt głęboko korzeni, bo lud pozostał wierny nauce katolickiej. Wszystko szybko wróciło do normy a protestantyzm był mało znaczącym epizodem, czasowo i liczebnie.

Na stronie Archidiecezji wrocławskiej w artykule ks. dr hab. Józefa Patery można znaleźć taki opis tych czasów: „Na Śląsku zaś zakończenie wojny trzydziestoletniej wprowadziło działania kontrreformacyjne w fazę szczytową. Traktat pokojowy oddawał bowiem cesarzowi obok wielu innych praw, także prawo stanowienia o sprawach religijnych. Tym samym zakończył on w sprawach wyznaniowych politykę kompromisów i powolnych starań, a zapoczątkował okres stanowczej walki z protestantyzmem na rzecz wyznania katolickiego. W przedsięwzięciu tym władze cesarskie nie wykluczały aktów przemocy i gwałtu. W ramach samej tylko redukcji kościołów, odebrano protestantom przeszło 700 świątyń i przekazano je katolikom. Było to jednak zwycięstwo pozorne i nie mogło przysłonić smutnego położenia Kościoła na ziemi śląskiej w XVII i XVIII stuleciu. Cesarz bowiem zwalczając protestantyzm w granicach swego państwa, uwalniał wprawdzie Kościół katolicki od religijnego przeciwnika, ale narzucał mu jednocześnie swoją własną wolę. Szczególnie uciążliwą okazała się z czasem ingerencja władz cesarskich przy obsadzaniu beneficjów kościelnych, a zwłaszcza przy wyborze biskupa. Kandydaci cesarscy na biskupów wrocławskich, wbrew przepisom prawa kanonicznego, nie posiadali zwykle odpowiedniego wieku i święceń kapłańskich, a przy tym skupiali zwykle w swym ręku rządy więcej niż jednym biskupstwem. Po śmierci bpa Karola Ferdynanda w 1655 r. na tronie biskupim zasiadali arcyksiążęta austriaccy: Leopold I Wilhelm Habsburg (1656-1662), który tylko raz zagościł do Wrocławia i Karol Józef Habsburg (1663-1664), czternastoletni syn cesarza Ferdynanda III. W takich warunkach trudno było marzyć o właściwej pracy duszpasterskiej w diecezji wrocławskiej, skoro nawet w obiegowych wypowiedziach odrodzony na Śląsku katolicyzm nazywano wprost katolicyzmem cesarskim”. Zniszczono protestancki Śląsk, by na zgliszczach budować nowy system, cesarski katolicyzm, system, który miał ułatwiać Habsburgom rządzenie tym wielonarodowym i wielokulturowym tyglem. W tym wszystkim celem były „rządy dusz” a nie ich zbawienie.

Ciekawym źródłem informacji o tych czasach są raporty z wizytacji biskupich. Wizytacja w Gorzycach w 1652 roku mówi, że połowa mieszkańców wioski jest jeszcze luteranami. W Godowie w 1688 roku większość parafian jest ewangelikami. W Wodzisławiu raport z 1688 mówi, że parafianie są katolikami i stwierdza, że do prawdziwej wiary konwertowało 600 osób. W Jedłowniku w 1652 roku parafianie byli z powrotem katolikami, więc wcześniej byli protestantami.

Źródłem informacji o czasach Kontrreformacji i sile protestantyzmu mogą być legendy nawiązujące do tamtych czasów.

„Legenda o Bordynowskiej Pani” z Grabówki nie jest powiązana bezpośrednio z czasami Kontrreformacji, bo Zofia Eleonora v. Bodenhausen zwana „Bordynowską Panią” została pochowana na wzgórzu w 1751 roku, czyli już w czasach pruskich. Spoczywa ona w grobowcu obok dwójki swoich  zmarłych dzieci,  pochowanych w szczerym polu w 1717 roku. Jako protestanci nie mogli zostać pochowani na „poświęconej ziemi”, czyli katolickim cmentarzu, ani w krypcie Reiswitzów w kościele w Tworkowie, gdzie spoczywał ich wujek i pradziadkowie.

Z tym miejscem jest powiązana historia procesów czarownic, które odbyły się w Raciborzu w 1663 i 1667 roku. Na sąsiednim wzgórzu między Syrynią i Lubomią miały się odbywać sabaty czarownic. Wśród oskarżonych były kobiety i mężczyźni z Syryni, Lubomi, Kornowaca, Grabówki, Pogrzebienia, Pszowa, Tworkowa. Ciekawe, że w takiej okolicy, sąsiednie wzgórze Zofia Eleonora obiera sobie jako miejsce na grobowiec (kapliczkę grobową) dla swojej rodziny, a jeszcze wcześniej, w 1676 roku jej ojciec Jerzy Reiswitz pomiędzy tymi dwoma wzgórzami buduje owczarnię, która przynosi mu duże zyski. Nie bali się przeklętego miejsca? A może nie było to miejsce sabatu czarownic, lecz leśny kościół, gdzie zostali nakryci, schodzący się potajemnie protestanci z całej okolicy na spotkanie z wędrującym kaznodzieją, by słuchać Słowa, śpiewać pieśni i przyjmować komunię pod dwoma postaciami ( opłatek i wino)?         W takim kontekście te dwie budowle nabierają symbolicznego znaczenia.

Kiedy mówimy o „leśnych kościołach”, myślimy najczęściej o miejscach na Śląsku Cieszyńskim, które znamy i w których corocznie odbywają się nabożeństwa „pod chmurką”, przypominające o tych wydarzeniach. Na naszej ziemi też takie miejsca były, lecz są już nieznane i nieoznakowane. W protokole z wizytacji parafii w Rogowie w 1679 jest mowa, że tamtejszy proboszcz nakrył w 1678 roku w dzień Zesłania Ducha Świętego na wzgórzach koło miejscowości Odra 4000 ludzi, którzy spotkali się by spożywać Wieczerzę Pańską pod dwoma postaciami. W historii Rudyszwałdu jest mowa o „leśnym kościele” w lesie nieopodal pobliskiego Bogumina. Do 1670 roku w Osinach przebywał ks. Bernard Pragenius, który potajemnie odprawiał nabożeństwa dla ewangelików z Żor i okolic. 23 sierpnia 1670 roku został uwięziony i z rozkazu cesarza 17 grudnia wygnany z kraju.

 

Legenda o wędrujących obrazach między Gorzycami i Wilczą też wpisuje się w ten okres. Została ona opisana w świątecznym wydaniu „Nowin rybnickich” http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,42058,jak-madonna-sama-wybrala-sobie-sanktuarium.html W pierwszym momencie zaintrygowała mnie data tego wydarzenia, rok 1713, kiedy połowa Gorzyc była jeszcze ewangelicka. Raport z wizytacji biskupiej z 1719 mówi, że wtedy w Gorzycach było już tylko dwóch ewangelików.

Głównym dowodem na wędrówkę obrazu są wpisy z wizytacji biskupich w Wilczy. W 1687roku obraz Madonny był w Wilczej, a w 1719 już go tam nie było.

Raport z wizytacji biskupiej z 1679 roku mówi, że w Wilczy jest drewniany kościół pw. Św. Mikołaja, ołtarze są trzy, murowane i obrusami przykryte. Największy ma snycerkę barokową, malowaną i pozłacaną, na nim obraz MB Częstochowskiej, dwa pozostałe również zdobione obrazami.                                                                            Raport z tego samego roku z Gorzyc mówi, że kościół parafialny jest pod wezwaniem Błogosławionej Maryi Dziewicy Wniebowziętej.

Raport z wizytacji biskupiej z 1688 roku z Wilczy mówi: kościół należący do wsi Wilcza jest cały drewniany, pod wezwaniem św. Mikołaja, biskupa i wyznawcy, konsekrowany, lecz przez heretyków sprofanowany…, ołtarz jeden pozłacany poświęcony dziewicy Maryi, murowany, lecz zniszczony. Raport z Gorzyc mówi o kościele parafialnym pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Ołtarze dwa, większy, uroczysty, nowy, pozłacany, pod wezwaniem WNMP z balaskami i stołem murowanym, drugi nieformalny, bez stołu murowanego.

Czy z tych raportów można wywnioskować, że nastąpiła zmiana patronów?                                                      Zastanawia mnie wpis z Wilczej z 1688: ołtarz … poświęcony dziewicy Maryi, murowany, lecz zniszczony (od czasów wojny trzydziestoletniej, czy od poprzedniej wizytacji w 1679 ?).                                                                      Raport z 1719 roku mówi, że w Gorzycach drewniany kościół mieścił dwa ołtarze, z których główny poświęcony był NMP Wniebowziętej, a boczny św. Janowi Chrzcicielowi.                                                                                                                                                                                                                                                               Z tych zestawień wynika, że w 1719 roku w Gorzycach nadal jest obraz NMP Wniebowziętej a w Wilczej już nie ma obrazu MB Częstochowskiej. Tylko co z obrazem św. Mikołaja? Kościół w Wilczy jest pod wezwaniem św. Mikołaja już w 1679 i nie posiada obrazu swego patrona? Przy wizytowaniu Gorzyc nie ma żadnej wzmianki by tamtejszy kościół miał takiego patrona lub jego obraz.

Na obrazach się nie znam, więc postanowiłem przyjrzeć się bliżej osobom występującym w tej legendzie.

Ks.Brombosz jest osobą, która była proboszczem w Gorzycach od 1672 roku. Jeżeli chodzi o baronową Reiswitz, dziedziczkę Wilczy to w grę wchodzi Helena Eleonora v. Reiswitz z domu Goczałkowski (Gotschalkowski). Biskupem wrocławskim był wtedy „Wybrany pod naciskiem cesarskim kolejny biskup wrocławski Franciszek Ludwik Pfalz-Rhein Neuburg (1683-1732) brat cesarzowej Eleonory, mimo młodego wieku (19 lat) i braku święceń kapłańskich oraz zarządu trzema innymi biskupstwami, cieszył się w dziejach diecezji opinią jednego z lepszych i wybitniejszych włodarzy”. O tym, że połowa wsi jest luterańska mówi protokół z wizytacji biskupiej w 1652 roku, o lekceważeniu proboszcza przez właściciela państwa bogumińskiego Łazarza Andrzeja Henckel v. Donnersmarcka wspomina protokół z wizytacji biskupiej w 1679 roku.

I od teraz legenda zaczyna żyć własnym życiem.

Historia rozpoczyna się pewnego letniego dnia 1713 roku….                                                                                Wg księdza Henryka Olszara proboszcz Jan Wincenty Brombosz był w Gorzycach od 23 lipca 1671 do przełomu XVII i XVIII wieku i z niewiadomych przyczyn odszedł do Wojnowic.

Ks. Weltzel w Historii Archiprezbiteratu Raciborskiego  podaje, że proboszcz Brombosz był w Gorzycach przez 25 lat od 1672 i odszedł do Wojnowic, gdzie zmarł w 1714 roku. Jeszcze jedna ciekawa informacja: w czasie swojego proboszczowania udało mu się nawrócić na katolicyzm tylko 16 osób, nie rodzin.

 

Następnym znanym proboszczem w Gorzycach był Andrzej Franciszek Wacławczyk od 1718 do 1726 roku. Mamy więc około 20 lat bez własnego proboszcza? Dziedzic Gorzyc hrabia Andrzej Łazarz Henckel v. Donnersmarck zmarł w 1699 roku. Przyjrzyjmy się teraz drugiej bohaterce; baronowa v. Reiswitz z domu Goczałkowski. Reiswitzowie byli rodem rycerskim, który od czasów Reformacji był protestancki, wśród Reiswitzów katolicką linię założył Bartholomäus Ludwig, który w 1584 ukończył jezuickie Germanicum, w 1599r. kupuje Sambrowice i ich rodzina pisze się Reiswitz von Schammerwitz.  Protokoły z wizytacji biskupich wskazują na Reiswitzów von Kanderzin jako właścicieli Pilchowic i Wilczy, czyli luteran. Wśród Goczałkowskich konwertytą był Wacław Adam, właściciel Dzięgielowa i Lesznej Górnej, któremu konwersja otworzyła drogę do kariery w Księstwie Cieszyńskim,  Helena Eleonora była jego siostrą, ale pozostała luteranką.

Procesja powraca z obrazem, dochodzi do granic Gorzyc i napotyka na swojej drodze bluźniercę. W 1713 może było jeszcze kilku luteran (w 1719 było już tylko dwóch). Za obrazę madonny zostaje zamieniony w kamień. Na tym miejscu powstaje kapliczka obok dużego kamienia. Szukałem, gdzie na pograniczu Gorzyc i Turzy przy drodze z Wodzisławia jest jakaś kapliczka i nie znalazłem. Później znalazłem kapliczkę przy źródle, która podobno wiąże się z tą legendą. Powstała ona w latach 30-tych XIX wieku i znajduje się na uboczu. Podobno w tamtym czasie trakt z Wodzisławia biegł  500 metrów w bok od dzisiejszej ulicy Bogumińskiej. Na mapie z 1827 jest zaznaczona równoległa (ślepa) droga, która prowadzi do pól. Kapliczka jest na skrzyżowaniu ulic Klonowej i Wierzbowej, więc to i tak nie jest to przy głównym trakcie do kościoła, nawet gdyby wracali od Wodzisławia przez  Czyżowice.

Uwzględniając wszystkich bohaterów historia ta mogła się wydarzyć między 1689 rokiem, gdy Helena Eleonora zarządza majątkiem w imieniu nieletniego syna Friedricha, a 1699, gdy umiera Andrzej Łazarz Henckel v. Donnersmarck, co pokrywa się z czasem tajemniczego zniknięcia z Gorzyc ks. Brombosza. Zastanawiające jest, co kryje się pod symboliką zamiany gorzyckiego protestanta w kamień. Niczym grecki mit z Meduzą w tle. Być może podczas procesji z obrazem (z Wilczy lub z gorzyckiego kościoła) na trasie znalazł się miejscowy ewangelik, który nie oddał czci obrazowi i został za to ukamienowany przez uczestników procesji. Pozycja hrabiego Henckel v. Donnersmarcka nie pozwoliła „zamieść tego pod dywan” i kozłem ofiarnym został ks. Brombosz, który musiał pośpiesznie opuścić Gorzyce i dopiero po kilku latach pojawia się w Wojnowicach.

Jak było naprawdę? Legendy mają to do siebie, że z czasem trudno dostrzec, co jest prawdą a co próbą retuszu, czy wybielenia niewygodnych faktów. W tej roli najlepiej sprawdza się wprowadzany w opowieść element transcendentny, siła nadprzyrodzona.

Marian Sch.